|
poniedziałek, 08 marca 2010
kino
swieto kina bylo nocy i zaluje ze AVATAR ktory mnie po prostu powalił na ziemie ( pozytywnie bardzo) dostal tylko dwie statuetki. szkoda tez naszego krolika po berlinsku. szkoda.
a ja wczoraj bylam w kinie na bajce. I dawno takiej fajnej nie widzialam, a w kinie ogladam bajki regularnie :P
Moim gwiazdkom tez sie bardzo podobal.
Byla to bajka Disneya "ksiezniczka i żaba". Super, ze byla to prawdziwa kreskowka, a nie jakies animacje kompuetrowe. Sama historia bardzo mi sie podobala i byla oryginalna. Ale najbardziej zachwycalam sie muzyka. Wiec polecam wszystkim małym i duzym.
a tydzien temu bylam z dziecmi na animacji 4D (trojwymiar plus efekty specjalne jak skaczace siedzenia, zapachy, woda, wiatr). Cale szczescie tylko 15 minut trwal film, bo Fasola powiedziala ze ona nie lubi jak wszystko wychodzi z telewizora, i jak siedzenia sie ruszaja ;) wiec dluzej by nie wytrzymala. My z ksiezniczka bylysmy bardzo zadowolone i usmialysmy sie. Bardzo fajna sprawa !
jesli o plany kinowe to bardzo bym chciala zobaczyc niedlugo "kwiat pustyni", nowego Polanskiego i oczywiscie "precious".
:)
pranie, sprzatanie, prasowanie....
No to mamy dzien kobiet. Na razie zyczenia złożył mi wyłącznie prezydent ( no oczywiscie nie tylko mi, ale miedzy innymi ;)) ale byly to zyczenia wymuszone przez prowadzaca wywiad. BRawo :]
Dzisiejszy dzien niestety nie zapowiada sie milo. Pogoda co prawda piekna i sloneczna (ale zaluje ze nie pojechalam na deske!!!!) ale przez poranny mroz musialam skrobac auto przez godzine, a zakonczylo sie to urwaniem wycieraczki (hahahahaha) i wsiadaniem od strony pasazera bo mi zamek zamarzł! pierwszy raz tej zimy choc bylo tylko -7 :O
no wiec marny poranek.
Teraz juz jestem w polowie roboty. Domowych prac. TAK.
jak skoncze musze zajac sie szkoleniem w sprawach filtrow fotograficznych. Jutro ide do ukochanego urzedu pracy podbic pieczatke i zalozyc wniosek.
w srode wyjazd do Wroclawia, niestety zupelnie nie taki jakim mial byc :( Z powodu choroby dziecka mojej siostry musze jechac sama i wracac tego samego dnia. bedzie meczacy dzien. bardzo. Mam nadzieje ze bedzie duzo swiatla i zdjecia sie udadza.
Za to mam juz plany na po powrocie.
1. kupie zielone buty na wiosne - mam juz upatrzone
2. pojde do fryzjera zrobic to co robie regularnie
3. kupuje karnet na silownei i zaczynam chodzic 5 dni w tygodniu :D przez 3 miesiace. Alez bede jędrna :)))
4. odbieram ksiazki zamowione w ksiegarni
ja juz na prawde chce ciepełka....
wtorek, 02 marca 2010
przedwiosnie?
Własnie przeczytałam na jednym z moich ulubionych blogow ze przedwiosnie moze byc piekne. Zdziwilam sie w pierwszej chwili bo przeciez nieznosze tych szarosci, zimna przenikliwego i resztek paskudnego sniegu.... Najgorszy czas na zdjecia na zewnatrz bo zimno i tak brzydko ze az strach. Ale faktycznie jest jedne duzy plus przedwiosnia: jest to czekanie na cos co na pewno przyjdzie :) bo nawet jesli nie bedzie wiosny to przyjdzie od razu lato, a wiec jeszcze lepiej :)
tak wiec nie jest najgorzej.
Zawiozlam moja cudna Fasolke do przedszkola i zmarzlam mimo coraz mocniej swiecacego sloneczka. ZImno. W mieszkaniu tez zimno, bo ogrzewanie juz wylaczylam. Mamy 20 st ale dla mnie to zimnooo.
Ogolnie rzecz biorac idzie dobre, Bedzie coraz lepiej na bank.
Karnet na silownie sobie kupie za kilka dni :) Potem mam nadzieje ze pojade na Slowacje wypoaczac, na warsztaty do krakowa sie troche ciekawych rzeczy dowiedziec. Miedzy czasie mam nadzieje ze dostane dotacje i kupie sobie drugie body. I bedzie juz lato. PIEKNIE BEDZIE.
ps. wczorajsza zupka z podsmazonymi ziemniakami wyszla bosko!
dzis apple crumble ktore kocham!
niedziela, 28 lutego 2010
marzenia trzeba miec
Ostatnio przed snem codziennie, jak juz leze i oczy mam zamkneite, dziekuje za to co mam i marzę. Moje marzenia dziela sie na te na najblizsza przyszlosc czyli najblizsze pol roku i nate, ktore chcialabym zeby spelnily sie w najblizszych 5 latach. Do tego sa jeszcze takie, ktore chcialabym zeby sie kiedykolwiek spelnily nawet za 10 czy 20 lat.
Takie marzenia na juz, najbardziej gorące i na ktorych bardzo bardzo bardzo mi zalezy sa dwa. Pierwsze dotyczy dlugiego weekendu swiatecznego w kwietaniu (ktory zawiera w sobie date moich urodzin). Bardzo chcialabym wyjechac z moja rodzinka do najwiekszego centrum narciarsko rozrywkowego na slowacji. Odpoczac, poszalec i pojezdzic.Pobyc razem, bez problemow dnia codziennego, zmienic otoczenia.
Drugim takim goracym marzeniem jest pozytywna ocena mojego wniosku w UP. To bedzie duzy krok w strone realizacji mojego planu zawodowego. jesli nie dostane tych dotacji to bedzie trudniej. duzo trudniej.
dalsze marzenia dotycza lata, wakacji i oczywiscie dotycza wyjazdow, ale tez remontu ktorego nienawidze ale jednak bardzo chce zrobic, miec za soba, tylko nie wiadomo czy bedzie na to kasa ....
no a co do innych marzen to na razie ciiii...
koniec lutego, wiosna puka do drzwi
Ale ulewa! to dosc dziwne jak na ostatni dzien lutego. Pomimo ostatnich dni walki z piecem gazowym- wreszcie dziala jak marzenie- mam niezly humor. Ksiezniczka dzis byla ze mna na nartach i jestem nia zachwycona. Smiga jak zawodowiec!
jestem dumna :)
czekamy na wiosne, na zmiane opon, na mycie balkonu....
ale na deske jeszcze sie przejade i moze za granice nawet :)
Niedawno spedzilam super dwa dni w towarzystwie starych kumpelek. super byl pogadac z nimi po przerwie, spotkac sie i spedzic czas,a i winka sie napic.
niedlugo musze przestawic sie na biale, bo planuje wybielanie :) i potem trzeba bedzie uwazac na takie barwniki jedzeniowe.
Za 2 tyg wybieram sie do Wroclawia, poodwiedzac rodzinke i zrobic jedna sesje.
zapisalam sie tez na warsztaty, ale jeszcze nie mam odpowiedzi czy sa miejsca.
w tym tyg skladam wniosek wreszcie i do miesiaca sie okaze co z tego bedzie.
a na dzis wieczor mam w planach film: dziennik nimfomanki :)
sobota, 13 lutego 2010
na reklamach
Miałam calkiem udana sobote. Połazilam troche po sklepach z Fasolka, Potem zabralam ja na lody. Kupilam dziewczynkom cudowne koszule nocne w moim ulubionym sklepie z pizamami. Chcialam tez znalezc łyżwy (mama mi chciala zafundowac na oslode zycia ktore ostatnio nasaczone jes kłopotami) ale niestety juz nic takiego nie znajde... wiosenne wszystko powoli wchodzi i Zara juz tez nie ma kozaczkow ktore widzialam 3 dni temu. Teraz tylko przesliczna wiosenna kolekcja z takimi cenami ze og razu kreci sie w glowie. Nie ma to jak sukieneczki i spodnie dla metrowego czlowieka za ponad stowe... :/ szkoda.
zapewnilam dzis moim dzieciom rozrywki ile sie dalo, wiec bylo malowanie farbami i plastyczne prace, pieczenie muffinek z wisniami i gry.
Jutro bedziemy juz same (w sumie dzis tez tak to wygladalo, bo pan maz sie uczyl na jutrzejsze egzaminy). Zastanawiam sie co bedziemy robic....
i co na obiad....
Zaczelam czytac ten nowy hicior dana browna zaginiony symbol. Zaczyna sie bardzo podobnie do Aniolow i demonow. bardzo. no i oczywiscie super sie czyta, wciaga itp. Ale dopiero kilka rozdzialow za mna wiec nic nie mowie.
skonczylam pisac wniosek. w poniedzialek powinnam zlozyc.
I trzymac kciuki tylko zostanie.
Zaplanowalam tez po krotce przyszly tydzien (pierwszy tydzien ferii).
Fasola bedzie chodzic do przedszkola a ja poswiece wiecej czasu Ksiezniczce. Bedzie kino, łyzwy, narty. Bedzie spotkanie z kolezanka i zabawy w krainie zabaw.
A w piatek bedzie dentysta i moje spotkanie z kolezankami z liceum :) a w sobote wino z kolezankami z podstawowki. Tak, wyjezdzam na weekend. Szkoda ze oni wszyscy sa tak daleko .....
wracam do ogladania filmu.
:)
poniedziałek, 08 lutego 2010
czekam na wiosne!
zaczyna sie dostawanie spamu walentynkowego na maila, co niedlugo zacznie mnie doprowadzac do szału.
na razie jeszcze jakos to toleruje.
zajęłam sie sprzedawaniem sasiadkom i ich coreczkom ubranek po moich dzieciach. Super, bo troche kasy sie przyda chocby na nowe ubrania, ktore nie ukrywajmy -uwielbiam kupowac. nie wiem czy nie bardziej lubie kupowac dzieciom niz sobie :O zgroza!!!
poza tym, zajelam sie tez moim wnioskiem do UP, chce koniecznie zlozyc go szybko. mam nadzieje ze dostane te dotacje i otworze dzialanosc. bede sie mogla wtedy rozwinac bez przeszkod- pojade na warsztaty, kupie jeszcze jeden obiektyw... bedzie pieknie :) ale najpierw musi sie udac.
pogoda niestety nie nastraja pozytywnie, jest tak szaro od wczoraj i podobno do piatku ma tak pozostac wiec lipa :/
ale sobota byla piekna sloneczna (tak jak czw i pt) wiec troche naladowalam baterie sloneczne ;) swoje i teraz zarazam pozytywnym mysleniem innych ( a dla mnie czasem brakuje).
Nie czujemy sie generalnie wszyscy dobrze bo moj maz pozarazal wszystkich swoim katarem bo musi kichac wszedzie po 10000 razy :(
ale moze jakos to przetrwamy.
Nasze zycie dalej jest wielkim znakiem zapytania (juz ponad miesiac i pewnie kolejny taki przed nami) bo nic sie nie wyjasnilo i strasznie mnie to meczy ale oczywiscie nic nie moge zrobic tylko czekac az czas uplynie. ja chce zeby juz byla wiosna, wtedy wszystko bedzie latwiejsze :)
sobota, 06 lutego 2010
bolesna prawda
uff
wreszcie pojechali
wreszcie zostalam sama
sama ze soba i swoja nieszczesliwosacia.
przychodzi czasem taki dzien, jak dzis, dzien smutny. Dzieje sie tak dlatego, ze na codzien mimo ogromu nieszczesc, staram sie trzymac. Staram sie zachowywac normalnie, czyli ciagle sie usmiechac, tryskac energia i radoscia, szukac pozytywow. tak jest na codzien.
ale dzis jest sobota. Piekna pogoda od rana. Moj maz po raz kolejny mnie zawiodl. I to byl ten raz, kiedy juz nie wytrzymalam.
I poklocilismy sie bardzo. przy dzieciach. bardzo mnie boli to, ze byly przy tym. Ale jak do cholery mam z nim cokolwiek wyjasniac, jak one zawsze sa z nami?
ubralam je i wyszly, a my dalej mowilismy do siebie duzo bolesny rzeczy. to bylo okropne.
skonczylo sie tak, ze wzielam dzieci na narty i nie zgodzilam sie zeby on jechal z nami.
kategorycznie.
mialam lzy w oczach ale postanowilam sie jakos trzymac.
Pojechalysmy, ale nie dojechalysmy. Bezsensowna przejazdzka 20km w jedna strone. Na ok 3 km przed stokiem zaczal sie mega korek. wiec zawrocilam. Po co mialam tracic godzine na dojechanie a potem modlic sie o miejsce na parkingu (niemozliwe) a nie powiem juz co na stoku.....
wiec jechalysmy spowrotem. Chcialam na inny stok ale nie znam takich dobrych dla maluchow uczacych sie. Nie wzielam telefonu i nie moglam nikogo zapytac.
Malo co nie zlapala mnie policja- to byla masakra.
ale udalo sie uniknac mandatu- tylko tego mi bylo trzeba.
wzielam je na spacer. cudowny. po lesie, sloneczny. z aparatem. bylo fajnie choc nie bez nieprzyjemnych momentow. ale umiarkowanie nieprzyjemnych.
wrocilysmy na obiad do domu. ON zrobil obiad. niedobry byl, bo jak ktos robi jedzenie raz na 5 lat to skad ma umiec :(
i tak siedzielismy wszyscy. ja czytalam, on sie uczyl, dziewczyny sie bawily. Nie odzywalam sie do niego, on do mnie.
i pojechali.
za niedlugo wroca.
ja czuje sie jakbym przez godzine plakala na calego zanaszac sie i wyjac.
a nie plakalam wcale. Cale to napiecie, stres, bol jest we mnie nadal. dlatego tak sie czuje. oczy pieka i bola, glowa boli, goraczka.
JA nie chce miec takiego meza jak moja matka.
nie chce byc cale zycie z nim nieszczesliwa.
nie chce zeby dzieci widzialy tylko klotnie.
czemu on sie tak zmienil?
czemu juz nie myslimy tak samo?
czemu sie kompletnie nie rozumiemy?
czemu wszystko tak sie pozmienialo przez te kilka lat?
gdzie sie podzialo to co bylo jeszcze niedawno?????????
nie czuje sie kochana
mam kule w gardle
i zaraz nie wytrzymam
i nie wiem dlaczego gdzies tam gleboko nadal wierze ze to sie jeszcze moze poprawic....
środa, 03 lutego 2010
jestes tym co jesz
Postanowilam zmienic swoja diete, bo ostatnio byla kiepska. Mialam juz dosc platkow cynamonowych, czekolad, kanapeczek, ciast ciasteczek, chaleczki i marmolada i wzdetego brzucha...
koniec karnawalu jak dla mnie :P
od dzis wracam do zdrowego jedzenia i w pierwszej kolejnosci odstawiam weglowodany zlozone, na jakis czas, na 2 tyg na poczatku. Bede jesc duzo owocow i warzyw, pestek i orzechow, jajek, ryb, oliwy. taka kuchnia srodziemnomorska.
Dzis na sniadanie mialam mango, na lunch wlasnie zjadlam caprese z przepysznych (smacznych w zimie) pomidorkow koktajlowych (duze sa teraz tak ohydne ze nie ma sily, ktora zmusilaby mnie do kupienia czy zjedzenia).
nie ma to jak aromatyczna oliwa, swieze ziola...
na obiad zrobie lasagne dla rodzinki, dla mnie zupke krem z brokula lub groszku i pesto. pozniej zjem jeszcze pomelo, a na kolacje zolta fasolke szparagowa z tunczykiem ze sloika (najlepszy na swiecie).
musze sie troche oczyscic i odzwyczaic od slodyczy, nachos, frytek. za duzo tego ostatnio. od razu zle sie czuje.
a teraz czekam na listonosza ktory przyniesie mi piekny nowy slodki szlafrok ktory sobie zamowilam :) i łyzeczki do herbaty :)
poniedziałek, 01 lutego 2010
mandarynkowy poranek
Snieg znowu pada- to dobrze, wybiore sie na snowboard w tym tygodniu :) zjadlam wlasnie kilka mandarynek z mojgo ulubionego warzywniaka i siedze w tym zapachu pieknym ach :) wczoraj upieklam drozdzowke ze sliwkami i niestety moj organizm nie umie strawic bez problemow takiego jedzenia :( juz od pewnego czasu mialam takie obawy i chyba to jest fakt, mam uczulenie, nie umiem trawic maki. szczegolnie pszennej. a moze tylko pszennej. musze to sprawdzic.
odwiozlam Fasole do przedszkola (po nerwowym poranku glownie z winy starszej cory) zrobilam zakupy i wrocilam. teraz praca w domu.
a z weekendu mamy tyle pieknych zdjec, ze siedze i w kolko je ogladam :) ponad setka!
milego tygodnia !
|
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Czytam
Fotografie
Gotowanie i pieczenie
Herbata
Hiszpanski
Ksiazki dla dzieci
Moda
Podroze
| ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||